Reklama
  • Czwartek, 15 grudnia 2016 (14:05)

    Andrzej Kopiczyński dołączył do ukochanej żony

Kiedy w czerwcu zmarła jego najdroższa małżonka, z którą przeżył szczęśliwie niemal 40 lat, był zbyt chory, aby ją pożegnać. Odszedł 13 października 2016 r.

Był idealnym mężem. Ani razu się z nim nie pokłóciłam, czego nie mogę powiedzieć o moim prawdziwym mężu. Urastał w moich oczach do ideału. Cieszę się, że mogłam go poznać.

Reklama

Świetnie rozumieliśmy się na planie. Nie musieliśmy omawiać specjalnie scen. W wielu szliśmy na żywioł jednak według scenariusza – tak wspomina Anna Seniuk, serialowa Magda Karwowska z kultowego „Czterdziestolatka”, Andrzeja Kopiczyńskiego (†82).

To właśnie dzięki roli nieco nieporadnego inżyniera Stefana Karwowskiego zapamiętamy aktora na zawsze.

Ze szkoły usuwano go aż trzy razy

Jego życie przypominało film, pełen dramatycznych zwrotów akcji. Już jako pięciolatek doświadczył cierpienia. Ledwo udało mu się wówczas oszukać śmierć.

Była wojna, Kopiczyński bawił się z kolegami, gdy nagle zemdlony upadł na ziemię. Okazało się, że cierpi na zanik czerwonych ciałek krwi. Uratowała go przytomność umysłu lekarza, który z braku innych możliwości zaordynował transfuzję z zapasów przeznaczonych dla armii.

Niedługo później zły los upomniał się o niego po raz kolejny. Gdy z kolegami zabawiali się w rozbrajanie min, nastąpił wybuch. Tylko dzięki dobrze przeprowadzonej operacji małemu Andrzejowi nie amputowano dwóch palców.

Kopiczyńskiemu udało się przeżyć wojnę. Ale gdy umilkły huki wystrzałów, nie skończyły się kłopoty jego rodziny. Najpierw ojciec Andrzeja został aresztowany przez UB za, jak mówiono, wywrotową działalność w szeregach PSL Mikołajczyka.

Na szczęście seniorowi rodu udało się zbiec z więzienia i zakotwiczyć we Wrocławiu, dokąd sprowadził rodzinę. Choć byli razem, ich największym wrogiem okazał się wówczas głód.

– Byłem niedożywiony. Chodziłem po świetlicach domów dziecka. Gdy w jednym zjadłem zupę, biegłem do następnego – wspominał aktor.

– Pamiętam, jak starałem się za wszelką cenę pomóc rodzicom zdobyć jedzenie i pieniądze. Kradłem. Wiele mieszkań niemieckich było zaplombowanych. Dla mnie i kolegów to nie był problem. Kradliśmy ołowiane rury z mieszkań, bo ołów bardzo dobrze szedł – tłumaczył.

Sytuacja poprawiła się dopiero wówczas, gdy mama Andrzeja dostała pracę u hrabiego Wojciecha Dzieduszyckiego, a ojciec w sortowni bielizny w szpitalu zakaźnym.

O tym, że Andrzej został aktorem, zadecydował przypadek. Chodził do technikum sąsiadującego z kawiarnią, w której bywali artyści. Widząc, jak spędzają wolny czas, popijając likiery czy koniaczek, zapragnął żyć tak jak oni. Jego ojciec prowadził teatr amatorski, więc poszedł w jego ślady.

Najpierw zapisał się do teatrzyku przy Lidze Kobiet, później za pierwszym podejściem dostał się do łódzkiej szkoły filmowej. Ale na tym jego sukcesy się skończyły. Trzykrotnie wyrzucano go z uczelni, za, jak argumentowano, brak talentu.

– Uparty byłem. Tak się starałem, że już na kolejnym roku miałem stypendium artystyczne. Przynajmniej głodny nie chodziłem – opowiadał. W końcu w 1958 r. udało mu się wreszcie zdobyć upragniony dyplom i zostać aktorem. Dużo łatwiej niż nauka przychodziło mu uwodzenie kobiet. Po raz pierwszy ożenił się na studiach, z koleżanką z roku Kaliną Pieńkiewicz, ale wytrwał w związku małżeńskim tylko rok.

Jego drugą żoną została Maria Chwalibóg, także aktorka. Byli ze sobą kilkanaście lat, ale Maria nie potrafiła przywyknąć do tego, że jej męża wciąż otacza wianuszek kobiet.

– Zawsze byłem, jestem i mam nadzieję, że będę ni- mi zafascynowany – szczerze wyznał kiedyś. Jeśli wierzyć anegdotom, gdy grał Romea w teatrze w Szczecinie, zauroczone nim panie zostawiały dla niego w portierni miłosne liściki. A pewien mocno zdesperowany mąż jednej z nich zaoferował aktorowi nawet swego rodzaju „odstępne” za to, że wyjedzie z miasta i nie będzie reagował na umizgi jego żony.

Kres małżeństwa Marii i Andrzeja nastąpił, gdy oboje zostali zaangażowani przez Adama Hanuszkiewicza do Teatru Narodowego w Warszawie. Tam w kolejce do serca Kopiczyńskiego ustawiła się Ewa Żukowska, młodsza od Marii o trzynaście lat. W końcu udało jej się go usidlić i zostać jego trzecią żoną. Owocem ich związku jest córka Katarzyna, która dała aktorowi czworo wnucząt.

Ale i tym razem małżeńskie szczęście Andrzeja nie trwało długo. W poprzek stanęła mu Monika Dzienisiewicz-Olbrychska. Poznali się na planie „Życia na gorąco” w 1978 r. Aktorka, liżąca rany po rozwodzie z Danielem Olbrychskim, od razu zawładnęła jego sercem.

– Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia – wspominał. Mimo to ze ślubem zwlekali aż 20 lat! Pobrali się dopiero pod koniec lat 90. Nie mieli wspólnych dzieci, ale wychowywali Rafała Olbrychskiego, syna Daniela i Moniki. Andrzej miał z pasierbem przyjacielskie relacje. Jednak los, choć dał im szczęście, wystawiał ich też na próby. Po raz pierwszy, gdy w 2002 r. Monika o mało nie straciła wzroku.

– Z dnia na dzień z osoby funkcjonującej normalnie, stałam się niepełnosprawna. Osobą, bez której nie przeszłabym przez to wszystko był Andrzej. Moja podpo ra pod każdym względem – chwaliła męża. Ukochanemu zrewanżowała się za opiekę, gdy miał poważne problemy z sercem. Ale najgorsze dopiero nadeszło...

Nagle jej zabrakło

Pierwsze symptomy, że ze zdrowiem Andrzeja dzieje się coś niedobrego pojawiły się przeszło dwa lata temu. Zaczęło się niewinnie. Miewał kłopoty ze słuchem i pamięcią. Z czasem coraz większą trudność sprawiało mu rozpoznawanie znajomych na ulicy.

W końcu małżonkowie usłyszeli straszną diagnozę. Okazało się, że aktor cierpi na alzheimera. Z dnia na dzień choroba coraz silniej brała go w posiadanie. Opadał z sił, a z jego pamięci ulatywały daty i wspomnienia.

Wyhamowa ła swój impet na chwilę dopiero w czerwcu zeszłego roku. Kopiczyński czuł się wtedy na tyle dobrze, że odebrał osobiście medal Gloria Artis dla zasłużonych kulturze. Ale wkrótce jego samopoczucie znów się pogorszyło. Mógł wtedy jak zwykle liczyć na troskliwą Monikę...

W końcu jednak los także z nią obszedł się okrutnie. Najdroższa aktora odeszła nagle. Jadąc odwiedzić go w szpitalu, doznała rozległego wylewu krwi do mózgu. Zmarła 25 czerwca 2016 r., nie odzyskawszy przytomności po ciężkiej operacji.

Ze względu na zły stan zdrowia Andrzej nie mógł uczestniczyć w pogrzebie kobiety, z którą był taki szczęśliwy przez niemal 40 lat. Odkąd jej zabrakło, marniał w oczach. Po czterech miesiącach dołączył do ukochanej żony…

W.S.

Na żywo

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.