Reklama
  • Wtorek, 21 lutego (08:05)

    Bohdan Smoleń. To miały być radosne dni

Z natury nie jestem dowcipnym człowiekiem – mówił. A jednak potrafił rozśmieszyć do łez. Od występów z kabaretem Tey minęło prawie 40 lat, a duet, jaki tworzył z Zenonem Laskowikiem, dawni widzowie wciąż mają pod powiekami.

W 1980 r. w Opolu w programie „S tyłu sklepu” Smoleń – babina w chuścinie – wiedzie dialog z Laskowikiem udającym dziennikarza na temat produkcji bombek. „Pani Pelagio, czy pani jeszcze może…

Reklama

– No pewno. – Pani Pelagio, czy pani jeszcze może nam powiedzieć, jakie bombki produkujecie? – Panie, różne, różniste. Kuliste, w kształcie grzyba i cygara. – Cały czas mowa o bombkach choinkowych. – Też”.

10 lat studiował zootechnikę

Nigdy wcześniej, ani nigdy potem, na polskiej scenie kabaretowej nie było równie doskonałego duetu. Przyciąganie przeciwieństw. Mały Smoleń i przewyższający go o głowę, władczy Laskowik. – On był władzą, ja byłem uciśnionym narodem – śmiał się Smoleń. Wydawało się, że nigdy się nie rozstaną. Los chciał inaczej. Ich drogi się rozeszły, ale w naszej pamięci Laskowik i Smoleń na zawsze pozostaną razem.

Bohdan Smoleń urodził się w Bielsku-Białej. Gdyby od razu planował karierę estradową, a najlepszy wzór miał w ojcu – był konferansjerem, mama – choreografką, z całą pewnością wybrałby szkołę aktorską. Ale on kochał zwierzęta. Dlatego skończył zootechnikę na krakowskiej Akademii Rolniczej.

Wiedzę zgłębiał rzetelnie i nieśpiesznie. Kraków był pięknym miastem, mnóstwo się działo w temacie „kultura”, dlatego spokojnie przedłużył sobie młodość o 10 lat, bo tyle zajęło mu studiowanie. Właśnie w królewskim mieście narodził się inny Bohdan. Stał się gwiazdą tamtejszego kabaretu Pod Budą.

W 1972 roku wyruszyli na festiwal FAMA do Świnoujścia. Traf chciał, że przybyli tam również chłopcy z poznańskiego Teya. Jeśli ktoś myśli, że już wtedy nastąpiło połączenie sił, myli się. Minęło 6 lat, gdy pewnego dnia do Smolenia zadzwonił Laskowik z propozycją nie do odrzucenia.

Co było dalej, wiadomo. Smoleń zadebiutował w programie „Zbiórka, czyli z rolnictwem na Tey”. Rozstali się w 1986 roku. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, wiadomo, że poróżniły ich pieniądze... Mówi się trudno, życie toczy się dalej.

Bohdan Smoleń miał na utrzymaniu troje dzieci. Już wcześniej stwierdził, że musi mieć plan B, dlatego wraz z żoną Teresą prowadził sklep z rybkami. Może nie było to marzenie jego życia, ale na pewno w zgodzie z zainteresowaniami. Uwielbiał wszystkie zwierzęta. Niewykluczone, że interes toczyłby się dalej, gdyby pewnego dnia nie pojawił się dawny właściciel kamienicy, w której prowadzili sklep. Drugie tąpnięcie było trudniejsze do przełknięcia. Ale czas tragicznych wydarzeń miał dopiero nastąpić.

W 1988 r., z niewyjaśnionych do dziś powodów popełnił samobójstwo środkowy syn artysty, 15-letni wówczas Piotr. O śmierci syna mówił: – To wydarzyło się kilkaset metrów od domu. Poszedł do kolegi, któremu pożyczył kasety Teya, i już nie wrócił. Ktoś mu to zrobił albo kazał mu to zrobić. Myślę, że mogło być tak: spróbuj się powiesić, a my cię odetniemy albo sam się odetniesz. Miał pasek i nóż, nie swój.

Z tragedią nie poradziła sobie żona artysty. Rok później również ona odebrała sobie życie. Został z dwoma synami 17-letnim i 10-latkiem.

Budzi mnie osobisty kogut

Dla nich musiał żyć i próbował sobie radzić. Na szczęście udało mu się po kilku miesiącach wyjść z domu. Występował w duecie z Krzysztofem Krawczykiem. Śpiewał disco polo. Grał w serialu „Świat według Kiepskich”, pojawił się w filmie „To my” Waldemara Szarka. W końcu podjął życiową decyzję. Kupił kilka hektarów ziemi i w 2004 roku wyprowadził się z Poznania do Baranówka.

Tym razem pochłonęła go hodowla koni. Zwierzęta sprowadził z zagranicy. Postawił stajnię, potem krytą ujeżdżalnię. I postanowił służyć bardziej poszkodowanym przez los niż on. Założył Fundację Stworzenia Pana Smolenia. Powstał ośrodek hipoterapii dla niepełnosprawnych dzieci. Prowadził go wspólnie z Joanną Kubisą, instruktorką jeździectwa i hipoterapeutką. Ale też kimś znacznie ważniejszym – życiową partnerką, która trwała przy nim aż do końca.

Wydawało się, że tu znajdzie ukojenie. Wybudował dom, o jakim zawsze marzył. Dom z bali postawili niezawodni górale z Podhala w ciągu niespełna 4 miesięcy. Znalazł się w nim upragniony kominek. Stare stylowe meble i niezliczona ilość aniołów. Oczywiście schronienie znalazły też psy i koty. Żartował, że ma nawet osobistego koguta, który budzi go o piątej rano.

On wspólnie z panią Joanną budził do życia dzieci, które przechodziły u nich rehabilitację i dawał nadzieję ich rodzicom. Gdy kilka dni przed 64. urodzinami odwiedził go nasz dziennikarz – Artur Krasicki, zwierzył mu się: – Nie udaję kowboja. Jestem po dwóch wylewach, przechodzę rehabilitację. Jestem pełen nadziei. Muszę dawać przykład naszym podopiecznym – mówił.

Nie zamierzam umrzeć zdrowszy

– Znam każde dziecko, które przechodzi u nas terapię. Z każdym jestem na „ty”. Mamy ogromną satysfakcję, że udało się nam z Joanną stworzyć ten ośrodek. Do każdego pacjenta podchodzimy oddzielnie, zatrudniamy wysoko kwalifikowanych terapeutów i lekarzy. Na szczęście wielu dobrych ludzi wspiera fundację. W ciągu tygodnia odwiedza nas ponad 40 pacjentów, każdego traktujemy indywidualnie.

W 2010 r. zasłabł i trafił do jednego ze szpitali we Wrocławiu. Tam wszczepiono mu rozrusznik serca. Pomimo choroby, niestety, palił sporo papierosów, pił też kawę. Żartował: – Nie zamierzam umrzeć zdrowszy. Słowa stały się faktem. Przeszedł cztery udary. Miał problemy z samodzielnym chodzeniem.

Na początku zeszłego roku w ciężkim stanie trafił do szpitala. Utracił zdolność mówienia. Konieczna stała się intensywna terapia neurologopedyczna. W zbiórce pieniędzy pomagali aktorzy i jego przyjaciele. W powrocie do zdrowia miała mu pomóc m.in. dogoterapia. W leczeniu pana Bohdana pomagał pies – młody border collie o imieniu Lucky.

Niestety, artysta doznał poważnej infekcji. Ostatnie dni życia spędził w szpitalu w Poznaniu. Zmarł nad ranem 15 grudnia 2016. Nie tak miały wyglądać święta jego rodziny.

ZM

Życie na gorąco

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.