Reklama
  • Wtorek, 28 lutego (14:05)

    George Michael. Jego ostatnie Boże Narodzenie

Miał niebiański głos, był piękny jak anioł i słynny na całym globie. A przez swoją nagłą śmierć już na zawsze zostanie legendą.

Ubiegły rok był upiorny – zmarło tak wielu słynnych artystów, że kiedy świat obiegła wieść jeszcze i o tej śmierci, to brzmiało jak ponury żart. George Michael, wielki gwiazdor muzyki pop lat 80. i 90., autor hitu wszech czasów Last Christmas (z ang. Ostatnie Boże Narodzenie), zmarł dokładnie 25 grudnia. Miał zaledwie 53 lata.

Reklama

Odszedł w swoim domu w Londynie, we śnie. Znalazł go rano jego przyjaciel, Fadi Fawaz. Umówili się, że przyjdzie go obudzić, bo wybierali się na świąteczny obiad do przyjaciół. Ale gdy Fawaz przyszedł, George Michael nie żył.

„Nigdy nie zapomnę chwili, gdy znalazłem swego partnera martwego, leżącego spokojnie w łóżku. Nigdy nie przestanę tęsknić” – napisał na Twitterze wieczorem ostatni ukochany sławnego artysty. Kilka godzin później menadżer piosenkarza ogłosił, że przyczyną śmierci była niewydolność serca.

Narkotyki, jego przekleństwo

W mediach natychmiast pojawiły się spekulacje na temat przyczyn zgonu. Na niewydolność układu krążenia często bowiem umierają narkomani. Dla nikogo nie było tajemnicą, że George Michael od lat miał problemy z zakazanymi substancjami – z ich powodu wielokrotnie bywał aresztowany.

W 2010 roku spowodował wypadek, prowadząc pod wpływem narkotyków – wjechał samochodem w sklep. Sąd skazał go wtedy na osiem tygodni więzienia i na pięć lat odebrał mu prawo jazdy. Za dobre sprawowanie artystę wypuszczono już po 4 tygodniach.

George Michael wydał wtedy oświadczenie, że kara podziałała na niego wychowawczo, zrozumiał, jak zgubny wpływ miały narkotyki na jego życie i postanowił raz na zawsze odstawić marihuanę oraz kokainę. Wydawało się, że rzeczywiście pokonał uzależnienie. Mniej więcej w tym samym czasie ustatkował się u boku Fadiego Fawaza.

Wcześniej jego bujne i niekontrolowane życie erotyczne stanowiło stałą pożywkę dla brytyjskich brukowców. George Michael bywał widywany w miejscach schadzek londyńskich gejów, miewał kontakty seksualne z przypadkowymi partnerami. Prasa bulwarowa trąbiła, że artysta naprawdę ryzykuje, że wielu jego przyjaciół padło ofiarą AIDS.

Choć więc w życiu George’a zapanowała stabilizacja, śmierć krążyła wokół niego. W rok po skandalu narkotykowym piosenkarz nabawił się ciężkiego zapalenia płuc. Przez kilka tygodni lekarze walczyli o jego życie. George dziękował im szeptem – po zabiegu tracheotomii, która go uratowała, niemal stracił głos.

Zniknął ludziom z oczu

Seria nieszczęść się nie skończyła: w 2013 roku George Michael przeżył kolejny ciężki wypadek samochodowy. Musiał odwołać wszystkie koncerty. Właściwie od tego czasu przestał się pokazywać.

Znajomi piosenkarza twierdzą, że uraz głowy, jakiego doznał, spowodował uzależnienie od silnych środków przeciwbólowych i antydepresantów. Niektórzy sugerują jednak, że sięgnął po heroinę. Podobno kilkakrotnie odratowywano go w szpitalu, a półtora roku temu przeszedł kurację odwykową w szwajcarskiej klinice Kusnacht Practice. Za miesiąc terapii zapłacił ponoć 200 tys. funtów!

Wszystko to jednak dywagacje. Ani artysta, ani menadżer nie potwierdzili tych informacji. Zresztą George Michael na dobre znikł. Nie widywano go publicznie. Dopiero jesienią ub.r. paparazzi ustrzelili go na prywatnej kolacji.

Na zdjęciach wygląda bardzo źle, otyły, obrzmiały – i szokująco inaczej niż wtedy, gdy święcił triumfy. Było oczywiste, że artysta nie może być zdrowy.

Nie leczył się? Czy też nie było ratunku? Może dowiemy się tego, jeśli policja ujawni wyniki sekcji zwłok. Może nigdy nie poznamy prawdy. Dziś wiadomo tylko, że miejsce spoczynku artysty jest w grobie jego matki.

Helena Kocyk

Twoje Imperium

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.