Reklama
  • Środa, 22 maja 2013 (13:56)

    Jerzy Nowak. Chciał przeżyć własną śmierć

Jako aktor przez całe życie doskonaliłem się w udawaniu. Na koniec chcę być sobą. Iść tak daleko, jak tylko można. Zagrać siebie aż do końca – mówił nam 7 lat temu Jerzy Nowak. W jego domu w Krakowie ustawiono kamerę, by nakręcić film o jego życiu i... śmierci.

Pomysł zrobienia dokumentu o człowieku, który umiera, narodził się w głowie Marcina Koszałki w 2002 roku. Od początku jego „Istnienie” wzbudzało wielkie kontrowersje. W środowisku huczało od plotek.

Reżyser długo szukał bohatera. Początkowo chciał obsadzić w tej roli profesora Akademii Medycznej w Krakowie Andrzeja Skawinę. Nie zdążył.

Reklama

Ale profesor krótko przed śmiercią skontaktował Koszałkę z Jerzym Nowakiem. Po wielogodzinnych rozmowach obaj zdecydowali, że są gotowi ponieść ryzyko. Aktor nie krył, że przyjął propozycję, bo chciał spełnić swoje marzenie.

Zagrał ponad 180 ról filmowych, telewizyjnych i teatralnych. Był wykładowcą w krakowskiej PWST – uczył gwary żydowskiej. Świetnie mówił po angielsku, rosyjsku i niemiecku.

Pod wrażeniem jego gry był Spielberg, który poszerzył o kilka scen jego rolę, ale roli głównej Nowak nigdy nie zagrał. – Zasłużyłem na nią – mówił. Koledzy twierdzili, że to nie był jedyny powód.

Ale wieści o chorobie nowotworowej aktora okazały się nieprawdziwe. Film miał premierę 3 czerwca 2007 roku. 17 dni później Jerzy Nowak świętował swoje 84. urodziny. Film „Istnienie” przeżył o 5 lat. Zmarł we wtorek 26 marca 2013 roku w jednym z warszawskich szpitali.

Jeszcze 3 tygodnie temu grał w „Zemście” w Teatrze Stu. Dyrektor teatru Krzysztof Jasiński przygotowywał jubileusz, który miał być prezentem-niespodzianką na 90. urodziny.

– Nie ma nic bardziej tragiczno-komicznego jak jubilat. Nie znoszę jubileuszy – mówił Nowak.

Jego marzeniem był cyrk

Ostatnią rolą filmową była kreacja w „Obławie”. W Starym Teatrze wystąpił po raz ostatni w roli Hirsza Singera w spektaklu „Ja jestem Żyd z Wesela”. W ciągu 20 lat zagrał ją 630 razy.

Pierwszy spektakl obejrzał w teatrze amatorskim założonym przez ojca – starostę w Bohorodczanach, cenionego prawnika i wielbiciela teatru w jednej osobie. Czy od razu chciał być aktorem?

– Moim marzeniem był cyrk. Nawet ćwiczyłem na trapezie. Pragnąłem być też prestidigitatorem i kiedyś próbowałem zrobić numer ze zjedzeniem gazety; nie wyszedł mi, no i się najadłem...

Z drugą żoną Marią Andruszkiewicz, aktorką, stworzył szczęśliwy związek. Pani Maria (zmarła w 2010 roku) wspominała, że był czas, gdy ich związek uznawano za skandal.

– Jestem i melancholik, i humorysta, a przede wszystkim homo ludens. Istnieję, gdy gram – mówił pan Jerzy. Koledzy – że jest erudytą, niezwykle dowcipnym i dobrym człowiekiem.

Bardzo niechętnie będę umierał

Na wieść o jego śmierci, Marcin Koszałka powiedział: – Dzięki Jerzemu na pewno możemy mniej bać się śmierci. Dla niego znaczenie miało to, co po sobie zostawił: role teatralne, filmowe i nasz film, któremu dał kawał swego serca. Udowadniał, że trzeba myśleć o życiu, a nie o śmierci. – Bardzo niechętnie będę umierał – wyznał aktor.

EP

Życie na gorąco

Zobacz również

  • W Nowy Rok wchodzi z nadzieją, że pokona nałóg, wróci do normalnego życia i na plan filmowy. Wiele wskazuje na to, że tym razem jej się uda! więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.