Reklama
  • Wtorek, 29 listopada 2016 (13:05)

    Lesław Białecki: Wracam do życia!

W pierwszej połowie lat 90. ub. wieku wróżono mu wielką karierę operową. Przez alkohol stracił pracę, pieniądze, rodzinę i wylądował w rynsztoku. Był o krok od śmierci.

– Piłem już na studiach. Alkohol dawał mi przyjemność i odprężenie – opowiada Lesław Białecki, absolwent Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Łodzi.

Reklama

– Już na III roku zostałem solistą łódzkiego Teatru Muzycznego. Rozpocząłem współpracę z Theatre an der Wien w Wiedniu, koncertowaliśmy w Hiszpanii, Portugalii, Francji, Norwegii, Niemczech, Belgii, Holandii, Luksemburgu...

Przyszły duże, naprawdę duże pieniądze. Za jedno wyjście na scenę dostawałem tyle, co w kraju przez miesiąc. Rozpiłem się na dobre. Zamykałem się w pokojach hotelowych, otwierałem drogie trunki... Dlaczego piłem? Początkowo z tęsknoty za rodziną. Później już nie mogłem przestać. Co ciekawe, właśnie wtedy był w niezwykle twórczym okresie swojego życia. Miał partie solowe w ,,Upiorze w Operze”, ,,My Fair Lady”, w ,,Jesus Christ Super Star”.

– Doszło do tego, że przed występem musiałem wypić z pół litra wódki, żeby dojść do siebie. To był paradoks, bo im więcej piłem, tym byłem trzeźwiejszy. Tak wzrosła u mnie tolerancja na alkohol. I w końcu stało się.

Przed jednym ze spektakli w Austrii Lesław Białecki stracił przytomność

Przyjechało pogotowie. Jakoś mu się upiekło. Doszedł do siebie i... znów pił. – Śpiewałem wtedy w „My Fair Lady”. – Reżyserem był Darryl Robinson z Kalifornii. Równy facet. Lubił mnie, ale w końcu i on stracił cierpliwość. Kiedy drugi raz zawaliłem przedstawienie, poprosił mnie, żebym odszedł. Wkrótce musiał się też zwolnić z Teatru Muzycznego. Zawaliło mu się życie prywatne. Odeszła żona z dziećmi.

– Pojawiły się depresje, załamania nerwowe. Coraz częściej lądowałem w szpitalu, gdzie mnie odtruwano. A potem wracałem do picia. Spirytus najgorszego sortu, wody kolońskie i denaturat mieszałem z lekami, żeby tylko dłużej trzymał i żeby było taniej, bo miałem puste kieszenie. Naprawdę, byłem na dnie.

Ale dopiero gdy od lekarza usłyszałem, że grozi mu marskość wątroby, zrozumiałem, że jestem o krok od śmierci. Spojrzałem w lustro i nie poznałem siebie. Szara, ziemista cera, mętny wzrok. Wrak.

Drogo zapłaciłem za tę zabójczą zabawę

– Wtedy podjąłem decyzję, że chcę żyć, choć wcześniej myślałem o samobójstwie. Poszedłem na terapię AA. To była długa walka: rozmowy, spotkania, bezsenne noce. Ale dałem radę. Nie piję od 2005 roku. Przyznaję, miałem dwie wpadki, ale nie wróciłem do nałogu.

– Jestem niepijącym alkoholikiem i wiem, że nie mogę sobie pozwolić nawet na gram alkoholu. Co teraz robię? Gram i śpiewam na różnych imprezach, na weselach. Utwory Sinatry, Presleya, Nat King Cole’a, przeboje musicalowe. Na weselach alkohol leje się strumieniami, ale mnie nie ciągnie do kieliszka. Wciąż chodzę na mitingi AA, rozmawiam z „nowymi”, podpowiadam im, jak wyjść z tego piekła. Jestem z kobietą, którą kocham...

– Zapłaciłem wylewem za tę zabójczą „zabawę” alkoholową. Cudem wybudziłem się po kilku dniach ze śpiączki, najważniejsze: niesparaliżowany, a po kilku latach doszedłem do zdrowia. Przeszłości nie wykreślę. Marzę o powrocie na zawodowe estrady. I o godnym życiu. Drugiej na to szansy na pewno nie zaprzepaszczę.

Piotr Polowy

Życie na gorąco

Zobacz również

  • Nie ma nic gorszego dla rodziców, jak pochować własne dziecko. Tego bólu los nie oszczędził Danucie i Lechowi Wałęsom. 8 stycznia zmarł ich 43-letni syn Przemek. Został znaleziony martwy w... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.