Reklama
  • Poniedziałek, 18 marca 2013 (14:05)

    Osobisty dramat Krystyny Prońko

Mieszka w stolicy, ale serce ciągnęło ją do rodzinnego Gorzowa. Miała tam tatę, który był pierwszym fanem jej talentu.

Bardzo niewiele brakowało, a Krystyna Prońko (66) nie zostałaby piosenkarką. Co prawda nauczyciele w szkole muzycznej, do której uczęszczała, zachwycali się jej mocnym głosem, ale ona wybrała… technikum chemiczne. Chciała zostać inżynierem.

Był jednak człowiek, który zachęcał ją do zmiany decyzji. Doradzał, by zerwała z twardymi naukowymi regułami, a rozwijała wrażliwość i miłość do sztuki. To Józef Prońko, ukochany tata piosenkarki.

Reklama

Był mechanikiem samochodowym, pasjonatem żużla, ale też wielkim miłośnikiem muzyki. Szybko zorientował się, że talent wokalny pierworodnej to dar, którego nie można zmarnować. Kupił pianino, przy którym uprawiano rodzinne muzykowanie. W rodzinnych występach Krysi towarzyszyli jej bracia, Wojciech (†43) i Piotr, którzy po latach stali się znanymi na naszej scenie jazzmanami.

Ta wokalistki niedawno odszedł

W latach 70. rodzina Prońków była chlubą Gorzowa Wielkopolskiego. Pani Krystyna, uznana już gwiazda piosenki, zamieszkała w stolicy. Ale stęskniona, często wracała do rodziców. Była dumna, że może pokazać tacie swoje złote płyty, nagrody festiwalowe, dyplom za tytuł piosenkarki roku 1980. Tamte wspaniale chwile nie wrócą już nigdy. Tata wokalistki niedawno odszedł na zawsze. To był bardzo mocny cios od losu.

Pani Krystyna myślała, że będzie przy niej zawsze. Z trudem przychodzi jej mówienie o tacie w czasie przeszłym i wspominanie wspólnie przeżytych lat. Zasmucona wokalistka 21 lutego pożegnała tatę. Popłynęło wiele łez. Zadedykowała mu swoją piosenkę „Niech moje serce kołysze ciebie do snu”. Życie nadało słowom klasycznego przeboju pani Krystyny zupełnie nowe znaczenie...

IW

Świat & Ludzie

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.